Filipiny

Filipiny, czy jest bezpiecznie?

Przed podróżą na Filipiny zastanawiałam się, czy oby na pewno to dobry pomysł ze względu na toczące się walki w mieście Marawi w muzułmańskiej części wyspy Mindanao. Ugrupowania rebeliantów na Filipinach są aktywne od kilkunastu lat (to głównie grupa Abu Sajaf), jednak ich intensywność nasiliła się w ostatnim czasie. Wygląda na to, że Państwo Islamskie (IS) stara się rozszerzyć swoją działalność na tą część świata. Dwa miesiące przed naszym wylotem islamscy partyzanci usiłowali dokonać zamachu bombowego na wyspie Bohol, czyli tam, gdzie zamierzaliśmy spędzić kilka dni. Filipińskie służby udaremniły atak, ale doszło do strzelaniny, w której zginęło kilku żołnierzy i dwóch cywilów. Czytałam też o uprowadzeniach i śmierci turystów na południu Mindanao, tam jednak się nie wybieraliśmy. Na stronie polskiego MSZ odradza się podróżowanie w południowe rejony Filipin, właśnie ze względu na zagrożenie terroryzmem.

Jak to wygląda w praktyce? Pierwszego dnia na Panglao nieco zaniepokoili mnie ochroniarze na plaży. W każdym większym sklepie na Bohol są uzbrojeni strażnicy, którzy sprawdzają zawartość plecaków i torebek. W portach i na ulicach jest dużo policji. Ma się wrażenie, że „coś wisi w powietrzu”, a mimo to życie płynie spokojnie i nikt wydaje się tym nie przejmować. Lokalni rybacy z Bohol twierdzili, że na ich wyspie nic nam nie grozi. Nie polecali natomiast wybierać się na sąsiednią Mindanao, wzdychając przy tam nad pięknymi wulkanami, które się tam znajdują. Wyspa Mindanao jest niebezpieczna nie tylko dla turystów, ale też dla Filipińczyków. Jej bliskość z Bohol, Siquijor i Negros powoduje, że wyspy te mogą być narażone na ataki terrorystyczne. Ciężko powiedzieć na ile to prawdopodobne. Biorąc pod uwagę dotychczasową ilość porwań turystów i incydentów, myślę że bardziej możliwe są tu katastrofy naturalne. Mimo to turystów jest dużo mniej niż zazwyczaj. Według kierowcy tuk tuka na Siquijor przyjechało o ponad połowę mniej turystów niż zazwyczaj, nad czym bardzo ubolewał.

Inaczej sytuacja wygląda na wyspie Palawan w El Nido. To wyspa oddalona od Mindanao 1500 kilometrów. Tutaj nawet poza sezonem turyści dopisują, nie widać policji i strażników na plażach.

Co do samych Filipińczyków to szybko przekonaliśmy się, że Filipińczycy na Bohol, Panglao i Siqijor są bardzo przyjaźni i gościnni. Wracając późnym wieczorem do hotelu czuliśmy się bezpiecznie. Mieszkańcy rozsiadają się w małych grupkach przy grillach, przy tzw „garach” (popularne street foody) albo zwyczajnie na wiatach przystankowych. Siedzą, rozmawiają popijają wino kokosowe, czyli Tuba. Chętnie zapraszają, żeby się do nich przysiąść, często poczęstują tym co akurat mają. W taki sposób spróbowaliśmy surowych ryb, dopiero co wyjętych z morza, jeżowca, i balut, czyli kinkunastodniowego kurzego zarodka, unikalnej filipińskiej przekąski. Na Negros, w Dumaguete już tacy przyjaźni nie byli. Według naszego filipińskiego znajomego miejsca oddalone od centrum nie są bezpieczne wieczorami. Poza tym standardem są podwójne ceny. Niższe dla lokalnych i zawyżone dla turystów. Ale to już inny temat.

Nie wypowiadam się o dużych miastach, typu Manila czy Cebu, bo nie spędziliśmy tam dużo czasu. Słyszałam natomiast wiele negatywnych opinii na ich temat w kwestii bezpieczeństwa i problemów z narkotykami.

Follow me ;)

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Pinterest

Może Cię zainteresować także

Brak Komentarzy

Odpowiedz