Filipiny

Filipiny – co zobaczyć na Panglao i Bohol w kilka dni?

Na Bohol dostaliśmy się promem z Cebu do Tagbilaran, a stamtąd złapaliśmy taxi na Panglao. Panglao to mała wyspa przyklejona do Bohol, gdzie znajduje się najbardziej rozpoznawana przez turystów plaża Alona. Alona to baza wypadowa dla nurków na pobliskie miejsca nurkowe (są tu jedne z najlepszych na świecie). To najbardziej turystyczna część wyspy, pełna restauracji i barów. Po zmierzchu na Alona rozpoczyna się nocne życie. W ciągu dnia ciężko przejść niezauważonym koło lokalnych biznesmenów, którzy niestrudzenie próbują sprzedać swoje wycieczki.

Panglao i Bohol kojarzyć mi się będą z białymi plażami, tropikalnym klimatem, przejrzystą wodą, tricyklami, przyjaznymi i beztroskimi mieszkańcami, którzy cenią sobie proste wyspiarskie życie.  Zdarza się, że przez kilka godzin dziennie nie ma prądu, ciepła woda pod prysznicem nie jest standardem, a po pokoju biegają gekony (zwłaszcza przy budżetowych noclegach). Poniżej podsumowanie tego, co warto zobaczyć na tych wyspach w trakcie kilku dniowego pobytu.

  1. Plaże na Panglao – Dumaluan, Alona, Doljo.
  2. Jaskinia Hinagdanan na Panglao.
  3. Oglądanie delfinów przy Panglao i snurkowanie z zółwiami morskimi.
  4. Czekoladowe wzgórza na Bohol.
  5. Sanktuarium Tarsierów.
  6. Wiszący, bambusowy most koło miejscowości Sevilla.
  7. Wodospady Mag-Aso.
  8. Adventure Park w Loboc.
  9. Rejs po rzece Loboc statkiem-restauracją.

Będąc kilka dni na Panglao koniecznie trzeba zobaczyć plaże. Wyjątkowo piękna jest plaża Dumaluan i Doljo. Są to długie, białe plaże bez wielu barów i restauracji. Będąc w czerwcu byliśmy tam praktycznie jedynymi turystami i mieliśmy całą plażę dla siebie. Zdecydowanie najwięcej się dzieje na Alona, która tętni życiem w dzień i w nocy, nawet poza sezonem.

Na wyspie Panglao znajduje się jaskinia Hinagdanan, w której można popływać za dodatkową opłatą. Woda jest chłodna i bardzo przejrzysta. Schodząc po schodach w głąb jaskini, nietoperze przelatują nad głowami, dlatego raczej nie jest to miejsce dla osób o słabych nerwach, które uciekają na widok nietoperza.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się kupić wycieczkę na wyspę Balicasag połączoną z oglądaniem delfinów i snurkowaniem z żółwiami. Kilkugodzinna wycieczka rozpoczyna się wcześnie rano na plaży Alona. Przygotowanych jest około 20 łodzi. Do każdej wsiada od 6 do 10 osób. Każda ma swojego kapitana i „poborcę opłat”. Kilka minut po godzinie 6 łodzie odpływają od brzegu. Podróż trwa około 20 minut. Po tym czasie zatrzymujemy się, a kapitan łodzi pokazuje gest ręką, gdzie widzi delfiny. To jakieś 100 metrów od nas. Kapitan włącza pełną moc silnika i pędzi w kierunku delfinów. Tak samo robią pozostałe łodzie. Po chwili delfiny nurkują pod wodę i łodzie zatrzymują się. Zapada cisza. Nagle ktoś machną ręką, dając znak, że widzi delfiny. Wynurzyły się w innym miejscu. Kapitan uruchamia silnik i znowu zaczyna się gonitwa. Kto pierwszy ten lepszy. Scenariusz powtarza się kilka razy, a całość wygląda dość groteskowo. W końcu udaje nam się podpłynąć na tyle blisko delfinów,  żeby każdy mógł zrobić zdjęcie. Kapitan jest dumny, turyści zadowoleni, więc płyniemy w kierunku wyspy Balicasag.

Na wyspie jemy szybkie śniadanie i wypływamy malutką łódką z przewodnikiem w miejsce, gdzie przybywają żółwie. Pogoda jest dość burzowa. Wieje mocny wiatr i zaczynają się robić falę. Nasza łódka zmieściła dokładnie 5 osób i nie zmieściła by nic więcej. Przewodnik-wioślarz nie daje rady odpłynąć od brzegu, więc pomagamy mu wiosłować drugim wiosłem. Poza nami jest jeszcze para Azjatów, pozapinanych bardzo dokładnie w kamizelki. Po kilku minutach, wskakujemy do wody razem z przewodnikiem. Kilka zanurzeń i faktycznie są żółwie. Pływają sobie spokojnie kilka metrów od nas. Może więcej, bo woda jest tak przejrzysta, że ciężko określić odległość.

W drodze powrotnej na Alona zatrzymaliśmy się na pół godziny na targu w wodzie. Poza napojami i przekąskami, można było kupić perły za bardzo okazyjną cenę. Nie wiem czy prawdziwe. Tak czy inaczej nie zdecydowaliśmy się na zakup.

Często wymienianym miejscem numer jeden na Bohol są czekoladowe wzgórza. Wapienne pagórki można podziwiać z punktu widokowego, na który prowadzą wymagające schody. Na czekoladowe wzgórza dotarliśmy dopiero za trzecim podejściem,a i tym razem ledwo zdążyliśmy przed zachodem słońca. Na Bohol słońce zachodzi szybko. O 19 jest już zupełnie ciemno. Z Panglao to ok 2 godziny drogi skuterem. Ze względu na przechodzące oberwania chmury podczas pory deszczowej ten czas wydłuża się o około godzinę.

Niedaleko Czekoladowych Wzgórz znajduje się Sanktuarium Tarsierów. Jednych z najmniejszych naczelnych świata o dużych oczach i upiornym spojrzeniu. Wyraki są zagrożone wyginięciem. Prowadzą nocny tryb życia. W dzień śpią, przyczepione do gałęzi, ukryte pod liśćmi drzew. Podobno były inspiracją dla twórców filmu Gremliny.

Wiszące bambusowe mosty koło Sevilla jak ze scen z filmów Indiana Jones. Most się buja i ugina podczas przechodzenia. Gdzieniegdzie brakuje kawałka deski i widać przepływającą pod spodem brunatną rzekę. Wyobraźnia działa, a ja przechodzę krok po kroku trzymając się kurczowo prowizorycznej barierki.

Wodospady Mag-Aso. Na wyspie jest wiele różnych wodospadów. Pod Mag-Aso można popływać w chłodnej wodzie.

Dla osób szukających mocniejszych wrażeń niż małpki-upiory, czy wiszące mosty polecam Adventure Park w Loboc. Można odbyć podróż na tyrolce rozciągniętej nad rzeką Loboc, czyli zapłacić, dać się zapiąć w uprząż i zacząć zadawać sobie pytanie, po co ja to robię i czy to na pewno bezpieczne?:) polecam!

Follow me ;)

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Pinterest

Może Cię zainteresować także

Brak Komentarzy

Odpowiedz