Filipiny

Siquijor, filipińska wyspa ognia i szamanów

Siquijor to mała wyspa na południu Filipin, która kojarzona jest z tradycjami mistycznymi i czarami odprawianymi przez szamanów-uzdrowicieli. Wielu z Filipińczyków uważa, że jest przeklęta i nigdy nie odważyłaby się tam wybrać. W okresie kolonizacji została nazwana przez Hiszpanów wyspą ognia, ze względu na ogromną ilość robaczków świętojańskich, które tam zobaczyli. Raz w roku na Siquijor odbywa się festiwal uzdrawiania, podczas którego zjeżdżają się szamani z całej wyspy. Szamani odprawiają rytuały lecznicze, wypowiadają zaklęcia i wytwarzają napary z ziół, korzeni i insektów. Festiwal trwa cały tydzień. Później zioła są spalane, a z ich pozostałości tworzone są amulety ochronne. Szamani zamieszkują górzystą, centralną część wyspy i są nazywani mananambal – witch doctor. Będąc na miejscu dowiedziałam się, że niektórzy z nich są wąsko wyspecjalizowani i uzdrawiają przykładowo od pasa w dół albo od pasa w górę.

Na zwiedzanie wyspy wystarczą 2 lub 3 dni. Jest tu dużo pięknych miejsc do snurkowania, nurkowania i niesamowite plaże. Co ciekawe, jak na koniec świata, można tam spotkać naszych rodaków, którzy wybrali tą małą wyspę na swój nowy dom. Zapraszam do lektury bloga Rafała – szukajacprzygody.pl

Dla osób chcących zatrzymać się w bardziej turystycznej części wyspy, polecam miejscowość San Juan. Zdecydowanie najwięcej się tam „dzieje”. Jest sporo hoteli, noclegów, miejsc dla backpacers’ów. Są restauracje i bary, gdzie można spędzić wieczór i poznać ludzi. Przed przyjazdem nie wiedzieliśmy o tym, że turystyczne życie wyspy toczy się w San Juan i wybraliśmy nocleg miejscowość Lazi. Prawie na drugim końcu wyspy, w górach w Xylla Guesthouse. Polecam ten Guesthouse osobom, które chcą odpocząć od ludzi i cywilizacji i zamieszkać w otoczeniu pięknego lasu.  Na miejscu można wynająć skuter i zwiedzić wyspę. Właścicielka jest bardzo sympatyczną policjantką. Doradzi gdzie warto pojechać i co zobaczyć na wyspie. Mają też na wyposażeniu tricykla, więc mogą podrzucić do portu z bagażami. Narzekała, że w tym roku jest tyle papai,  że nie ma już co z nimi robić, dlatego zajadaliśmy się nimi codziennie prosto z drzewa.

Poniżej miejsca, które zwiedziliśmy będąc na Siquijor. Niestety nie mogliśmy w pełni zachwycać się  białymi, pięknymi plażami, z których słynie Siquijor, ponieważ pogoda w lipcu bywa kapryśna. Na szczęście poza plażami jest kilka innych miejsc wartych zobaczenia.

1. Wodospady Cambugahay – miejsce gdzie bawią się lokalni i turyści. Zielonkawo-błękitna, w końcu chłodniejsza woda, drewniane mostki i przejścia. Można skończyć do wody trzymając się liny. Świetne miejsce na spędzenie czasu i odpoczynek.

2. Stare Zaczarowane Drzewo. Ponad 400 letnie drzewo z gatunku balete uważane jest przez mieszkańców za zaczarowane. Spod korzeni drzewa wypływa chłodny strumień, który zasila mały basen. Pływają w niej ryby, które oferują naturalny pedicure. Ze względu na porę deszczową i małą ilość pożywienia, byliśmy w centrum ich zainteresowania. Niektóre były na prawdę duże i natrętne! Samo drzewo robi niesamowite wrażenie. Wygląda rodem jak z Tolkiena 🙂

3. Plaża Kagusuan – nieco zaniedbana i opuszczona plaża (może przez porę deszczową?), ale warto tu przyjechać ze względu na porozrzucane po plaży olbrzymie głazy, spokój i niezakłócony niczym szum fal. Na Kagusuan spotkaliśmy tylko rybaków wracających z połowu i dzikie psy.  Co ciekawe czwórka rybaków wraz z połowem zabrała się do domu na jednym skuterze. Filipińczycy są bardzo pomysłowi pod tym kątem. Kilkukrotnie widzieliśmy tricykle przewożące do 10 osób.

4. Plaża Salagdoong Beach. Plaża resortowa z płatnym wstępem (40 peso/os). Ładnie utrzymana plaża z barami, dmuchanymi pływającymi zwierzętami i możliwością skoku z klifu do przejrzystej wody. Stojąc na górze widać dno mimo, że jest wystarczająco głęboko na skok z około 7 metrów. Dla mniej odważnych można skoczyć z 5 metrów. Można też siedzieć na plaży i obserwować przerażonych Tajwańczyków robiących sobie selfie nad przepaścią. Ja wybrałam opcję numer 3!

Jest też kilka innych plaż, które są warte sprawdzenia, ale poza sezonem większość z nich nie jest utrzymywana  i nie robią takiego wrażenia jak w porze suchej. Dlatego odpuściliśmy dalsze zwiedzanie plaż i postanowiliśmy pozwiedzać lokale 🙂

5. Taras widokowy w restauracji Saki. Restauracja założona przez Chińczyków oferuje japońskie i chińskie dania. Bardzo nam smakowało, zwłaszcza, że udało się w końcu zjeść coś na ostro na Filipinach.

6. Baha Bar. Nie jest to typowe miejsce do zwiedzania z przewodników, ale warto tam spędzić chociaż wieczór. Bar został założony przez Kanadyjczyka. Pyszne jedzenie, wspaniałe drinki, ciekawi ludzie, projekcje filmów w ogrodzie i … tablica, która jest dowodem, że będąc Polakiem powinno się odwiedzić to miejsce 😉

Na koniec ciekawostka, czyli stacja benzynowa gdzieś na końcu świata 🙂

 

Follow me ;)

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Pinterest

Może Cię zainteresować także

Brak Komentarzy

Odpowiedz